Historia szkoły

Jesteś tu: » Strona startowa » O szkole » Historia szkoły

Historia szkoły

 

 

 

HISTORIA SZKOŁY PODSTAWOWEJ

IM. STEFANA CZARNIECKIEGO

W GOŁĘBIU

                  Początki szkoły w Gołębiu wiążą się z początkiem istnienia parafii. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem nauczycielami byli księża lub organiści, a nauka ograniczała się przeważnie do potrzeb kościoła, np. nauka śpiewu kościelnego.

                  O istnieniu szkoły w Gołębiu świadczą dokumenty z 1598 i 1603 roku. Ówczesny proboszcz płacił jej rektorowi 20 marek. Budynek szkolny stał na terenie cmentarza przykościelnego, w jego rogu, ukośnie do trójkątnej kaplicy, i był murowany. Później brak wzmianek o szkole. Być może uległa ona zniszczeniu w czasie  „potopu" szwedzkiego.

                  W pracy księdza Franciszka Siarczyńskiego pt. „Opis powiatu radomskiego" z końca XVIII w., w haśle „Radom" czytamy, że w 1686 r. z Gołębia do Radomia została przeniesiona fundacja oświatowa pod nazwą „Collegium schyl. Piarum" Brak jest jednak danych, czy collegium to prowadziło w Gołębiu jakąś działalność oświatową.

                   W ramach działalności Komisji Edukacji Narodowej ok.1776 r. powstała w Gołębiu szkoła elementarna (parafialna). Była to również pierwsza szkoła na terenie powiatu puławskiego. Do jej powstania przyczynił się zapewne ksiądz Grzegorz Piramowicz, proboszcz parafii w Kurowie, działacz KEN, sekretarz Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych.

Pod koniec XVIII w. szkoła prawdopodobnie istniała jako budynek, lecz nie funkcjonowała, skoro wizytator nakazywał „przydać" do niej dyrektora i przydzielić mu dom prebendarza. Na uposażenie dyrektora szkoły miało się składać 100 złp. za uczenie dzieci i 50 złp. osobno za śpiewanie Godzinek o „Przenajdostojniejszej Maryi".

                   Po powstaniu listopadowym szkoła elementarna w Gołębiu upadła. Jeszcze w 1834 roku uczyło się w niej 23 uczniów, w tym 12 płci męskiej i  11 płci żeńskiej. Nauczycielem był Godziszewski, opłacany przez proboszcza. Odszedł jednak z powodu choroby i od stycznia 1835 roku naukę przerwano. Starania o ponowne zorganizowanie szkoły i ustalenie funduszów podjął Dyrektor Gimnazjum w Lublinie - Nahajewicz. Pomysłowi temu przeciwstawił się jednak dzierżawca dóbr Gołębia. W piśmie do dyrektora z 30.09.1835 r. zaznaczył, że „okrucieństwem byłoby zbierać składkę od chłopów w tak ciężkich warunkach. Niech dyrektor uważa szkołę w Gołębiu za nieistniejącą i bez żadnej możliwości otwarcia jej na przyszłość". Dyrektor Nahajewicz nie usłuchał dzierżawcy, zdając sobie sprawę, że kieruje się on chęcią uwolnienia się od świadczeń.Z pomocą dyrektorowi przyszedł proboszcz ks. Boniewski-proponując, aby wystarał się o lokal, a fundusze dadzą się zebrać od mieszkańców.  Zachęcony tym Nahajewicz przybył do Gołębia  w styczniu 1837 r. i wspólnie z proboszczem przygotował etat szkoły. Miał on wynosić 300 złp. Mieszkańcy wsi zobowiązali się do składki w wysokości 100 złp, proboszcz także 100 złp, pozostałych 100 złp miał zapłacić rząd. Mieszkanie dla nauczyciela dawał proboszcz. Komisja wojewódzka miała wyznaczyć ogród i lokal na szkołę. Rząd odmówił jednak przyznania 1/3 funduszu szkolnego i wszystko się rozwiało.  W tej sytuacji proboszcz zaproponował, aby obowiązki nauczyciela pełnił wikariusz bez wynagrodzenia, z tym, że rząd przydzieli drzewo na opał, a chłopi zapewnią jego zwózkę. Projekt przesłany kuratorowi Okręgu Naukowego Warszawskiego w grudniu 1841r. został odrzucony i mieszkańcy Gołębia długo musieli czekać na szkołę, bo aż do grudnia 1860 roku.

                   W latach 1875-1880 nauczycielką w szkole w Gołębiu była Antonina Pelda Śmiszkowa, z pochodzenia Czeszka, znana jako Antoszka. Do Gołębia została przeniesiona z Puław.

                  Oto Fragmenty jej wspomnień:

                  „Dostałam się między dobrych ludzi, na wdzięczne pole pracy, ale warunki utrzymania pogorszyły mi się bardzo, bo odpadły prywatne lekcje, a żadnych dodatków od uczniów nie tylko nie wymagam (co się powszechnie zdarzało), ale stanowczo nie przyjmowałam, aby nie mogli mi zarzucić, że nie pracuję z duszy serca, lecz dla zysku.

Świeżo zbudowany dom był obszerny. Klasa o 5 oknach, mieszcząca się w południowo-wschodnim narożniku, była widna i dzięki dwóm piecom - ciepła. Za to mieszkanie nauczycielki, przeciwny, bezsłoneczny narożnik o jednym piecu, było zimne i wilgotne. W całym domu rosły olbrzymie drzewne grzyby, księżyc podczas pełni zaglądał szparami w ścianach, zimą zaś marzła woda w szklance przy łóżku.

                   Przedtem szkoła w starej chałupie istniała od lat dziesięciu. Dzieci uczęszczało ok. 30 z bliższych domów i to tylko przez sezon zimowy. Trzeba było zacząć od werbowania uczniów, więc: spacery po wsi, pogawędki, odwiedziny, zaproszenie do siebie, zachęcanie dzieci pokazywaniem obrazków, opowiadaniem, zabawami, grami itp. Powoli młodzież się oswajała i lgnąć zaczęła, ale rodzice kiwali głowami z powątpiewaniem. Pod jesień zwycięstwo było zapewnione, szkoła zaczęła się zapełniać. W dziesięciu długich ławkach niestało czasem miejsca.

                  Aby nie zrażać rodziców nawet groszowemi kosztami na papier i ołówki, najmłodszy oddział pisał patykiem na usypanym na ławce wilgotnym piasku, starsi kredą na tablicach, które w braku miejsca na stołach, opierano na plecach kolegów. Piszący w kajetach siedzieli i stali na przemian, ustępując sobie wzajem. Brudni i nieuczesani musieli się myć i czesać w szkole, do czego na razie grzebienia i mydła dostarczała nauczycielka. Uczniowie poddawali się temu obowiązkowi bardzo niechętnie, a rodzice srogo się zań obrażali. W końcu jednak pogodzono się z losem i dzieci zaczęły przychodzić z domu porządnie umyte i uczesane. Czuły się w szkole tak dobrze, że z płaczem wypraszały się z domu lub nawet uciekały chyłkiem. Były też i takie, które z obawy, żeby ich nie zatrzymano, o głodzie przesiadywały w klasie obiadową pauzę. W następnym roku zapis przeszedł setkę. Na wiosnę, kiedy okoliczne szkoły świeciły pustkami, u nas było pełno. Zmęczeni pracą rodzice przychodzili prosić, aby dzieci rozpuścić ze szkoły i zamiast do nauki skłonić  je do pomocy w gospodarstwie, bo rady sobie sami dać nie mogą. Aby rodzicom ulżyć i dzieciom dogodzić, chodziłam na pastwisko i, zbierając dzieci grupkami,  miewałam wykłady, poczem prowadziłam kolejno zabawy i uczyłam robot ręcznych. Toteż później nawet w czasie wakacji pastuszkowie zamiast z batem, paśli bydło z szydełkiem lub książką, a cała wieś miała ozdobną pościel i bieliznę.[…]

                   Aby podołać ich ciekawości sama musiałam dokształcać się wszelkimi sposobami. Prócz korzystania z bibliotek proboszcza i sąsiednich dworów, zdobywałam specjalne objaśnienia i odpowiednie książki od profesorów i studentów puławskich. Ci sami dobrodzieje zaopatrzyli szkołę w mapy, obrazy,  zegar, barometr itp. pomoce naukowe. Wszystko to ogromnie ułatwiło lekcje i przyśpieszyło postępy.

                     H.B. Tarczyński, autor książeczek dla ludu, dowiedziawszy się o szkole w Gołębiu, przysłał paczkę swych wydawnictw. Wzruszyło to bardzo uczniów, a że już umieli pisać listy, podziękowali mu pisemnie. Jako osobliwość w owe czasy, ofiarodawca ogłosił list w „Kurierze". Ten wpadł w ręce cenzora. Co to było tłumaczeń i starań, aby mnie nie wysadzili z siodła.

                    Z czasem i starzy i dzieci interesowali się szkołą coraz więcej. Nawet ze wsi pobliskiej spróbowało się zapisać kilku uczniów, których w zimie przywożono saniami. Niewiele już trzeba było zachęty, aby nakłonić współgminniaków do założenia tajnych szkółek, których pierwszymi nauczycielami stali się najzdolniejsi uczniowie gołębscy."

                    Wśród wspomnianych uczniów z sąsiednich wsi był późniejszy artysta - malarz Jan Skotnicki urodzony w Bobrowniach. Oto jak wspomina on szkołę w Gołębiu z tamtych czasów:

                   „Tak żyjąc dorosłem do lat dziewięciu. Ojciec wtedy zawiózł mnie do Gołębia. Była to wieś o 7 km  od nas odległa,  wysoce kulturalna,  znana z historii z bitwy ze Szwedami oraz z konfederacji. Pośrodku niej niedaleko od wyjątkowo pięknego kościoła, stała szkoła ludowa. Nauczycielka tej szkoły, panna Pelda, była pochodzenia czeskiego.

Osoba ta zapałała miłością do Polski i całe swe życie poświęciła ludowi polskiemu. Rząd rosyjski gorzko się zawiódł na niej, dając jej w Gołębiu zezwolenie na nauczanie, liczył bowiem na jej procesarskie sympatie. Tymczasem stała się ona w Polsce zacietrzewioną polonofilką, usposobioną wrogo do polityki zaborcy.

                     Ojciec przywiózł mnie do szkoły, bym zdał egzamin  wraz z chłopcami ze wsi z kursu szkoły podstawowej. Był to krok na owe czasy wysoce rewolucyjny. Żaden bowiem szlachetka z tych czasów nie mógł się zdobyć na to, by swoje pańskie dziecko z chłopskimi synami społem na jednej ławce szkolnej posadzić. Mógł to zrobić jedynie człowiek

o głębokim umyśle, pewny swej kultury, który wierzył, że korona z głowy mu nie spadnie z powodu tego kroku, a jeśliby spadła, to jedynie z mojej winy, gdybym okazał się głupszy niż dzieci chłopskie."

                      Przed I wojną światową istniała 4-klasowa szkoła podstawowa, w której uczył jeden nauczyciel. Nauka odbywała się przez pięć dni w języku rosyjskim, a jeden dzień w języku polskim. Na początku lekcji obowiązkowo śpiewano pieśń „Boże , chroń cara".

                      W okresie wojny szkoła nie funkcjonowała. Na skutek działań wojennych mieszkańcy zostali wysiedleni,

a większa część wsi spłonęła.

                      W Polsce niepodległej wybudowano nową szkołę - długi parterowy budynek drewniany ( na miejscu dzisiejszego GOK-u).  Najpierw były 3 klasy, a potem sukcesywnie 4,5,6 i 7 klas. Część uczniów uczyła się w budynku zwanym „Michałki", dawnym dworku dzierżawców Gołębia. Przez 2 lata jedna klasa uczyła się w starej organistówce (obok szkoły).  Kierownikiem szkoły był Gancarczyk, a potem kpt. Gutwiński. Oprócz nich pracowali następujący  nauczyciele: Gancarczyk Aniela, Bartnik, Wiadrowski  i  żona kpt. Gutwińskiego.  Szkoła 7-klasowa liczyła 250 uczniów. Kolejnym kierownikiem był Pasek, a później Tomasz Kardyś.  Od roku 1932 funkcję tę pełniła Julia Procykowa. Boisko szkolne znajdowało się za szosą dęblińską. W szkole działał chór, zespół muzyczny, organizowano przedstawienia teatralne.

                      Wybuch II wojny światowej nie przerwał działalności szkoły, która funkcjonowała jako Siedmioklasowa Polska  Szkoła  Powszechna.  Oprócz pani J. Procykowej  pracowało wówczas troje nauczycieli:  Józef Olszak,  M. Procyk

i Jadwiga Zarzycka. Dopiero zbliżający się  front wschodni i wysiedlenie mieszkańców spowodowały przerwanie nauki.

                      Po zakończeniu wojny wznowiono działalność szkoły, która mieściła się w dwóch barakach ( w miejscu, gdzie dziś jest Dom Towarowy), przywiezionych z województwa olsztyńskiego.  Dzieci z dwóch najmłodszych klas uczyły się  „na Michałach". W środku lekcji odbywała się 15- minutowa gimnastyka. Nie było języków obcych.

Kierownikami szkoły byli kolejno:

1.   Franciszek Zwolan  (1945 - 1949)

2.   Maria Zwolanowa (1949 - 1950)

3.   Stanisław Sykut (1950 - 1951)

4.   Tadeusz Flis (1951 - 1952)

5.   Henryk Przychodzeń (1952 - 1953)

                      1 lipca 1953 roku kierownictwo siedmioklasowej szkoły podstawowej w Gołębiu objął Jan Gajewski. Zajęcia odbywały się w czterech salach lekcyjnych. Do szkoły uczęszczało wówczas 140 dzieci, a uczyło 10 nauczycieli:

Zarzycka Jadwiga, Olszak Józef, Gajewska Janina, Szałkowska Wanda, Szczepańska Maria, Bartuzi Eugenia, Gowin Bronisława, Osiak Jan, Sałyga Zygmunt, Gajewski Jan. W szkole działała drużyna harcerska, zespół muzyczny (mandoliniarski),  zespół teatralny oraz PCK.

                       W 1957 roku szkoła została przeniesiona do nowego budynku przy ulicy Puławskiej, który został wybudowany z funduszy państwowych i społecznych oraz dzięki ogromnemu społecznemu zaangażowaniu mieszkańców.

Naukę w nowej szkole dzieci rozpoczęły 1 września 1957 roku. Posiadała ona osiem sal lekcyjnych, salę gimnastyczną, bibliotekę, pokój nauczycielski, szatnię oraz 2 mieszkania dla nauczycieli. Ponieważ przybywało dzieci, utworzono podwójne klasy równoległe.

                       W 1963 roku (na mocy nowej ustawy) utworzono w szkole klasę VIII.

                       W 1972r. kierownicy szkół zostali przemianowani na dyrektorów. Pierwszym dyrektorem szkoły został dotychczasowy kierownik Jan Gajewski.

                       Od 1 września 1973 roku szkoła funkcjonowała jako zbiorcza,  podlegająca Szkole Gminnej w Górze Puławskiej. W jej skład wchodziły dwie filie: w Wólce Gołębskiej i Niebrzegowie. Wzrosła liczba uczniów i nauczycieli. Placówka miała swój zakład opiekuńczy, którym był Zakład Doświadczalny w Borowinie. W związku z tym, każdej jesieni uczniowie brali udział w wykopkach ziemniaków i buraków.

                       W 1978 roku kadra szkoły składała się z 22 osób z następującym wykształceniem: magisterskie - 2 n-li, Studium Nauczycielskie - 19 n-li, Liceum Pedagogiczne - 1 nauczyciel.

                       W 1979 roku podjęto starania o doprowadzenie wody bieżącej.

                       W 1982 roku przydzielono szkole etat bibliotekarza, który objęła Krystyna Osiak.

Dotychczas biblioteką opiekowali się nauczyciele poloniści.

                        W 1984 roku dyrektor Jan Gajewski przeszedł na emeryturę i funkcję tę objęła Julia Kamola, która dotychczas była wicedyrektorem. Zastępcą dyrektora został Antoni Tomaszewski.

                        W 1985 roku nawiązana została współpraca z nowym zakładem opiekuńczym, którym został Zakład Elementów Budowlanych „PREFABET" w Puławach.

                        18 lutego 1986 roku dla upamiętnienia bitwy stoczonej ze Szwedami pod Gołębiem,  szkoła otrzymała imię Stefana Czarnieckiego, który w bitwie tej dowodził wojskami polskimi. Od tego czasu, co roku w szkole obchodzony jest uroczyście Dzień Patrona.

                     W 1989 roku wprowadzono język angielski w klasach VI-VIII jako przedmiot dodatkowy.

                        W 1991r. nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora. Julia Kamola odeszła na emeryturę, a dyrektorem został Krzysztof Gowin.  Natomiast stanowisko zastępcy objęła Krystyna Osiak.

                        Od roku 1999 w budynku szkoły mieści się także siedziba Publicznego Gimnazjum.

                        W roku 2007 w 50 -tą rocznicę funkcjonowania szkoły w budynku przy ul. Puławskiej szkoła otrzymała sztandar ufundowany przez Urząd Gminy w Puławach i Radę Rodziców przy Szkole Podstawowej w Gołębiu.